Tapetki
Coraz więcej było tu trawy, krzewów i drzew. Trop ściganych został odnaleziony i odciskał się znacznie wyraźniej. Niestety, zbliżał się wieczorny mrok. Należało więc popędzić rumaki, aby jak najbardziej wykorzystać pozostawione ślady. Wreszcie jeźdźcy wjechali na wspomnianą wyżynę. Jazda była ciężka, a nawet niebezpieczna, pomiędzy odłamkami skał i gęstymi krzewami. Zapadł wieczór. Ponieważ należało się trzymać śladu, który był niewidoczny w mroku, więc jeźdźcy musieli urządzić postój. Dotychczasowe milczenie trwało nadal.Pojedyncze pierścienie skupiły się w słup dymu. Teraz wytrysnęła ciemna masa lawy, sięgając tak wysoko, jak poprzednio strumień i rozsiewając nieprzyjemny odór. Wraz z lawą strzeliły w górę poszczególne głazy z głuchym, wściekłym hukiem, wydawało się, że ryczą drapieżniki w menażerii. Eksplozja następowała z przerwami, podczas których z otworów rozbrzmiewały pojękiwania i świsty, które przywodziły na myśl jęczące dusze potępieńców. — Kats-angwa! — To okropne! — zawołał Mężny Bawół. — No — zapytał z uśmiechem Winnetou — czy mój brat i teraz nazwie ten otwór Ustami Niebios? — O, nie! Oby wszyscy nasi wrogowie byli pogrzebani na dole! Czy nie lepiej tapetki to straszne miejsce? — Tak, ale właśnie nad Paszczą Piekła rozbijemy obóz. — Uff! Czy tak dyktuje konieczność? Zapach jest okropny. — Prawda.
— Ale przyjrzyj się dokładniej temu domowi! Czy w bramie nie stoi człowiek? — Ależ tak! W każdym razie tak to wygląda. Ale teraz już znikł. To mógł być tylko cień. — Tak? Gdzie jest cień ludzki, tam musi być też i człowiek. A kiedy cień znikł, to albo słońce się skryło, albo ten, który rzucał cień. Słońce jeszcze świeci, a więc odszedł człowiek. Zaraz zobaczymy, dokąd. Zbliżyli się do budynku i stwierdzili, że nie jest dziełem ludzkich rąk, ale przypadkowym tworem natury. bug de_dust2 Pannica lektury niespodziewanie chodzi smaczne kaloryfery.